Pierwszy post skromny, bo wstydliwy

Gotowanie i pieczenie wychodzi mi znacznie lepiej niż pisanie, więc na tym będę się głównie skupiać.
Chciałam jednak napisać skąd zrodził się pomysł na tego bloga i pokrótce z kim macie do czynienia.

Jestem mamą trójki maluchów, z wykształcenia archeologiem, z zawodu korpobabką oraz hobbystycznie upierdliwą żoną. Moje dzieci: Najstarszy - czteroletni oraz Mały i Mała - półtoraroczni. Wszyscy ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu są alergikami. Z alergiami u nas na bogato - wziewne, pokarmowe, astma - każdy na swój sposób...
Ponieważ musieliśmy się pozbyć mikrofalówki na rzecz miejsca na leki dzieci, używam diety nie tylko jako eliminacji alergenów, ale również wsparcia układu odpornościowego. Tak więc moja rodzina dzielnie znosi różne eksperymenty kuchenne, często sprowadzając mnie na ziemię. Mąż dyplomatycznie odpowiada: hmmm to nie moje smaki. Najstarszy już mniej delikatnie, krzyczy: bleeeee, Maluchy jak to Maluchy...kręcą wymownie głową i jednoznacznie zaciskają usta.
Z tych wszystkich prób raz na jakiś czas wychodzą petardy smakowe i właśnie tymi hitami (mniejszymi i większymi) chciałabym się z Wami podzielić. Postaram się zaznaczyć czy przepis powstawał w bólach czy był sukcesem od razu (tych pewnie będzie mniej).

Silnymi alergenami moich dzieci są: pszenica (w tym orkisz) i białko mleka krowiego. Unikamy więc tych oraz pozostałych (zaledwie 20) składników. Tak właśnie odkryłam żyto! Już rok temu podejmowałam próby zrobienia chleba żytniego, niestety kończyły się one spektakularnymi porażkami (chleb mógł być spokojnie wykorzystany do jakieś konkretnej bijatyki). W sklepach na ogół dostępna była jedynie mąka żytnia typ 2000, która naprawdę do wypieków nadaje się bardziej jako dodatek.
Aż nagle dzięki, wyjątkowo krytycznej, ale też wyjątkowo inspirującej koleżance dostałam mąkę żytnią chlebową - typ 720 (z Młynu Skokowa) oraz zakwas żytni. I się zaczęło...chleb wyszedł, bułki wyszły...czyste szaleństwo! Sukces natchnął mnie do założenia bloga i dzielenia się tym co mi się uda, oraz też tym dlaczego coś się nie udało. Mam nadzieję, że komuś się przydadzą nasze przepisy, zainspirują do dalszych modyfikacji i razem będziemy mogli wymieniać się doświadczeniami.
Ponieważ Maluchom codziennie szykuję posiłki do żłobka, postaram się wrzucać pomysły na każdą porę dnia. Liczę że moja "kreatywność kolacyjna" wzrośnie dzięki temu. Wieczorne jedzenie to dla mnie najtrudniejszy posiłek dnia...ja padam, dzieci padają i ciężko znaleźć inspirację ;)
Powoli spisuje moje przepisy, ogarniam robienie zdjęć. Mam nadzieję, że blog zacznie zapełniać się przepisami i co tydzień będzie coś nowego. A już niebawem przepis na ciasto marchewkowe na mące zytniej oraz gofry!

Komentarze

  1. @Zżyciawzięte trzymam za Ciebie mocno kciuki kochana korpobabko ! :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz